
W La Guaira w Wenezueli trwa desperacka walka z czasem, gdy ratownicy i wolontariusze przeszukują zgliszcza po niedawnych, potężnych trzęsieniach ziemi. Dziesiątki tysięcy ludzi wciąż uważa się za zaginione, a każdy kolejny dzień zmniejsza szanse na odnalezienie żywych. Sceny, które rozgrywają się na terenach dotkniętych kataklizmem, to mieszanka nadziei, rozpaczy i narastającej frustracji.
Cisza, która może uratować życie
Na niestabilnych górach betonu, żelaza i pyłu, dziesiątki ludzi usuwają gruz, mając nadzieję na znalezienie ocalałych lub ciał. Nagle wszystko zamiera. Słychać krzyki, ludzie biegną, obejmują się. Ratownikowi wydaje się, że słyszy głos spod gruzów. „O Boże, dziękuję” – płacze kobieta. „Naprawdę?” – pyta inna, niedowierzając. Nadzieja rozprzestrzenia się szybko wokół rezydencji Mariola i Maribel, w pobliżu plaży w La Guaira, która przed środowymi trzęsieniami ziemi była pełna ludzi cieszących się słońcem. Z dwóch wież kompleksu tylko jedna nadal stoi, choć jest nachylona i wygląda, jakby mogła się zawalić w każdej chwili. Druga zdaje się być pochłonięta przez ziemię. Kilku ratowników biegnie na drogę i sygnalizuje, aby wyłączyć silniki, zatrzymać dźwigi i uciszyć wiertarki. Hałas stopniowo zanika, a ratownicy wspinają się na gruz, klękają i pochylają głowy. „Proszę, pozwólcie nam słuchać. Nie róbcie hałasu! Wydaje się, że tu ktoś jest” – woła jeden z góry. Wiadomość – „Cisza, proszę” – jest powtarzana. Ludzie wstrzymują oddech, to jeden z niewielu sposobów, w jaki mogą pomóc.
Fałszywe alarmy i rosnąca frustracja
Mimo desperackich prób, często okazuje się, że to fałszywy alarm. Po 10 minutach ciszy, z gruzów nie dobiega żaden dźwięk, a specjaliści ogłaszają, że to była pomyłka. Twarze zmieniają się dramatycznie, nadzieja szybko ustępuje miejsca frustracji. Ronnie Navarro, który przybył z Puerto La Cruz, oddalonego o około 350 km, aby pomóc wyciągnąć wuja z gruzów, nie zamierza się poddać. Widocznie wyczerpany, Ronnie patrzy na swoich towarzyszy, którzy nadal usuwają gruz. „Są tam ciała, uwięzione. Krewni tych, którzy tam mieszkali, pomagają, ponieważ rząd nie chce pomagać” – mówi. „Władze nic nie mówią. Przechodzą, szybko zerkają i odchodzą. Ponieważ nie mają tam krewnych…”
Najważniejsze fakty
| Lokalizacja | La Guaira, Wenezuela |
|---|---|
| Zdarzenie | Silne trzęsienia ziemi |
| Zaginieni | Dziesiątki tysięcy osób |
| Charakter akcji | Desperacka walka z czasem, poszukiwania ocalałych |
Krytyka działań władz
Zuly Marín, 66-letnia biolożka, która mieszkała w Mariola i Maribel Residences przez ponad dekadę, straciła siostrzenicę i szwagra. Krytykuje opóźnienia w procesie ratunkowym. „Myślę, że gdyby [władze] przybyły wcześniej, wiele osób zostałoby uratowanych” – mówi. Podobne odczucia ma Belkys Valecillo, której brat, siostrzeniec i szwagierka są uwięzieni na pierwszym piętrze jednej z zawalonych wież. Mówi, że powiedziano jej, iż ciężki sprzęt powinien być używany dopiero po zakończeniu akcji poszukiwawczo-ratowniczych. „Minęły tylko cztery dni” – podkreśla, wskazując na zbyt wczesne rezygnowanie z poszukiwań.
Wytrwałość mieszkańców i wolontariuszy
Pomimo trudności i braku wsparcia, mieszkańcy i wolontariusze nie ustają w wysiłkach. W nocy, na stosie gruzu, gdzie kiedyś stał kompleks mieszkalny Caribe, ludzie poruszają się szybko. Inni biegają po ulicy, prosząc o ciszę. Grupa pielęgniarek podchodzi. Wszyscy chcą pomóc. Młody mężczyzna mówi, że słyszał kogoś w gruzach. „Woda, woda! Przynieście wodę dla ratowników!” – krzyczy ktoś, gdy tuzin mężczyzn szybko pracuje. Jednak i tym razem ogłoszono kolejny fałszywy alarm. Pół godziny później, głęboko w gruzach, ktoś dostrzega dwa nieruchome ciała.
Źródło: BBC World https://www.bbc.co.uk/news/articles/c78yvq72dg7o?at_medium=RSS&at_campaign=rss
Źródła i weryfikacja
Materiał przygotowano jako praktyczną notatkę redakcyjną. Przed decyzjami prawnymi, finansowymi lub urzędowymi sprawdzaj dane w źródle pierwotnym.
- Oficjalne źródła i weryfikacja redakcyjna